Publikacje o MPZ

„O normalnym człowieku, który był za duży”

artykuł Wojciecha Duklanowskiego z pisma „Kościół nad Odrą i Bałtykiem” nr 17/1996

W tym roku minęło 15 lat od śmierci Michała Plater-Zyberk, patrona Szczecińskiego Klubu Katolików. Michał pochodził ze starego szlacheckiego rodu, gdzie za główny przywilej uważano świadome uczestnictwo w życiu społecznym. Zasadą pro publico bono – przedkładania dobra publicznego nad dobro prywatne – żyły kolejne pokolenia Platerów. Pamiętała o tym Emilia Plater, bohaterka powstania listopadowego (kuzynka przodków Michała). Także ojciec Michała, gdy w 1939 r. spadły na nasz kraj nieprzyjacielskie ciosy, włączył się w walkę z okupantem. Był rotmistrzem w 13 Pułku Ułanów Wileńskich AK, a jego wojowanie mogłoby być tematem ciekawej powieści. Za tę działalność doczekał się dwóch wyroków śmierci: od Niemców i Rosjan. Po wojnie przez kilka lat rodzina musiała żyć pod przybranym nazwiskiem. Ojciec umarł w 1952 r., Michał miał wówczas czternaście lat.

Pielęgnowane przez wiele lat wartości: patriotyzm, wiara, szacunek dla rodziny owocowały. Michał nie wstąpił jak większość młodych w tamtym czasie do ZMP. Spotkała go za to kara – nie uzyskał zgody na przystąpienie do egzaminów na Wyższą Szkołę Ekonomiczną w Szczecinie. W opinii Zarządu Miejskiego ZMP w Kielcach (gdzie uprzednio Michał mieszkał) czytamy: „Kandydat rekrutuje się z warstwy szlachecko-obszarniczej. Ojciec kandydata był wrogo ustosunkowany do naszej rzeczywistości i ideologicznie związany z sanacją”. Dalej mówi się, że nie jest członkiem ZMP, politycznie wyrobiony bardzo słabo, światopogląd nieskrystalizowany.

Michał światopogląd miał skrystalizowany. Dla niego patriotyzm, honor, uczciwość nie miały przymiotnika „socjalistyczny” , a to wówczas nie było do zaakceptowania. Na szczęście przyszła „odwilż” w 1956 r. ZMP rozwiązano i tego roku Michał dostał się na Politechnikę Szczecińską. Pomimo trudnej sytuacji materialnej jakoś sobie radził. Był człowiekiem pełnym energii, żadne trudności go nie zrażały. Pracował w bibliotece i w klubie szermierczym jako konserwator broni. Był przewodnikiem wycieczek w PTTK – turystyka to jedna z jego pasji. Otrzymywał pochwały i dyplomy. Jednak czujne oko dostrzega, że ten syn „skompromitowanej klasy społecznej” usiłował zaszczepiać „wsteczną ideologię” społeczeństwu – oprowadzał wycieczki po kościołach i umożliwiał uczestnictwo we Mszy św. Został za to w 1967 r. Zawieszony w czynnościach przewodnika na rok.

Studia ukończył w 1963 r. I podjął pracę na PKP. Nadal podnosił kwalifikacje, był cenionym pracownikiem i lubianym kolegą. Awansował na naczelnika lokomotywowni Szczecin Główny. Lecz i tym razem okazało się, że ludowa władza dostrzegła „knowania wroga „. W lipcu 1978 r. Plater został usunięty ze stanowiska. Wraz z żoną Zofią zajmował się poradnictwem rodzinnym przy kościele pw. Św. Andrzeja Boboli w Szczecine, angażował się w działalność duszpasterstwa akademickiego. Prowadził w szkołach wykłady wyjaśniające, na czym polega prawdziwa miłość, czym jest małżeństwo; uczył poszanowania życia, także dzieci nie narodzonych. Miał kontakty z wieloma ludźmi, cieszył się poważaniem i autorytetem, a to było dla ówczesnej władzy niebezpieczne. Taki człowiek stanowił zagrożenie dla…ustroju. Najpierw był wzywany do dyrektora, który radził, by zmienił kościół, do którego uczęszcza, by nie stawał tak z przodu, bo się za bardzo rzuca w oczy (miał prawie dwa metry wzrostu). Michał zignorował to, oświadczył, że nie ma zamiaru zmieniać swych poglądów. Następstwem było polecenie SB odwołania go ze stanowiska pod byle pretekstem! Jak wspomina jego przyjaciel Ewaryst Waligórski, dyrekcja miała poważny problem ze znalezieniem powodów do zwolnienia. Lokomotywownia Michała była najlepsza w Pomorskiej DOKP. Podczas dyskusji padł „argument” jednego z dyrektorów, że Plater jest za miękki, bo nie potrafi przeklinać. Trudno nazwać to uzasadnieniem do zwolnienia, zwłaszcza że przeciwstawiały się temu ówczesne związki zawodowe, a nawet zakładowa organizacja partyjna. Michał złożył więc odwołanie do sądu pracy i w pierwszej instancji wygrał. W wyższej instancji dobrano już „właściwy” skład sędziowski, który uznał stanowisko dyrekcji i w ustnym uzasadnieniu stwierdzono, że PKP jest socjalistycznym przedsiębiorstwem i dyrekcja ma prawo dobierać sobie odpowiednich ludzi. Należy wspomnieć, że w „trosce” o prawidłowy kręgosłup ideologiczny swych pracowników Pomorska DOKP już po roku, tj. w czerwcu 1979r. Zwolniła z kierownicego stanowiska Ewarysta Waligórskiego, także działacza duszpasterstwa akademickiego.

Nadszedł rok 1980. W lipcu wybuchły strajki w Lublinie, strajkowali także tamtejsi kolejarze. Pomorska DOKP dobrała grupę najbardziej oddanych partyjnych maszynistów łamistrajków. Tuż przed wyjazdem udał się do nich Michał, próbował wyjaśnić intrygę, w jaką zostali wciągnięci. Maszyniści pojechali, lecz na drugi dzień wrócili, tłumacząc się, że nie chcą być pobici. Informacje o tych rozmowach dotarły do dyrekcji. Zaplanowano następne represje. Na szczęście nadszedł sierpień, wybuchły strajki w Szczecinie. Michał był na pierwszej linii. Rozpoczęła się dla niego prawdziwa harówka, tworzył kolejowe struktury NSZZ „Solidarność”. Wkrótce został wybrany na przewodniczącego w Pomorskiej DOKP, działał również w Międzyzakładowej Komisji Robotniczej NSZZ „Solidarność”. Kolejowa organizacja związkowa była największa w regionie – zrzeszała ok. 18 tys. osób, a Michał pełnił swoją funkcję społecznie. Myślał nie tylko o sprawach związkowych, dostrzegał poważniejsze problemy społeczne. Opracował wystąpienie do Sejmu, w którym sygnalizował najpoważniejsze zagrożenia: niedożywienie społeczeństwa, naruszenie równowagi ekologicznej, alkoholizm, przerywanie ciąży. W swych przemyśleniach zawartych w wystąpieniu wyprzedził o wiele lat innych działaczy społecznych. Przebijało w nich wyrobienie i ogromna dojrzałość społeczna.

Życie jego zostało tragicznie przerwane. Podczas krótkiego pobytu w górach w lutym 1981 r. dostał zawału serca. Lekarz nie rozpoznał w porę choroby. Być może moje wspomnienia o Michale niekiedy brzmią nieco patetycznie, ale w jego działaniu trudno doszukiwać się patosu. Był autentyczny i wzbudzał sympatię wszystkich. Nawet przeciwnicy ideologiczni darzyli go szacunkiem (stąd wspomniana obrona nawet przez organizację partyjną). Kochał życie i ludzi. W czasach, gdy inni żyli przygarbieni zniewoleniem, on trzymał się prosto – miał oparcie w wierze i rodzinnych tradycjach. Wyrastał nie tylko fizycznie ponad przeciętność. Cała tragedia tamtego okresu polegała na tym, że – jak powiedziała jego córka – on był normalny, ale nienormalne były czasy.

Człowiek o nieskrystalizowanym światopoglądzie

W Roczniku Miłośników Dawnego Szczecina „sedina.pl magazyn” Nr 5, 2010 opublikowano artykuł autorstwa Michała Siedziako o Michale Plater-Zyberku pod tytułem „Człowiek o nieskrystalizowanym światopoglądzie”.
Kopia artykułu do wglądu TUTAJ

Kalendarz Michał Platerk-Zyberk

Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Szczecinie wydał kalendarz ścienny na 2010 rok. Kalendarz „Powołał ich Pan. Na bunt” to prezentacja sylwetek 12 osób zaangażowanych w działania podziemia niepodległościowego, opozycji demokratycznej czy w inny sposób zaangażowanych w walkę z komunizmem na terenie Pomorza Zachodniego w latach 1945-1989. Obok tak znanych osobistości, jak Roman Łyczywek – pierwszy szczeciński adwokat, jezuita o. Władysław Siwek czy Michał Plater-Zyberk, prezentowane są sylwetki m.in. Zenona Łozickiego, Bronisława Zientala, prof. Leszka Dąbrowskiego czy Mieczysława Lisowskiego. W kalendarzu pokazano zdjęcia z archiwów rodzinnych, wcześniej w większości niepublikowane. Fotografie uzupełniają krótkie teksty, w przystępny sposób omawiające, nierzadko dramatyczne, wydarzenia z życia działaczy. (Źródło: IPN )
Materiały pochodzą ze strony http://platerak.republika.pl/michal.html

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *